Europarnik

Wpisy

  • wtorek, 30 listopada 2010
    • WikiLeaks: co mówią przecieki o Polsce?

      "Nic, czego nie moglibyśmy się domyślić" - twierdzą publicyści. W znacznej mierze mają rację.

      Każdy miał choćby na moment okazję poczuć się Ukrzyżowanym

      Główna myśl zawarta w wyciekach jest bowiem taka, że światem rządzą idioci. Nie jest to jakaś mega sensacja, ale jednak pewna niespodzianka, zważywszy że rządzącym na okrągło przyznawane są doktoraty honoris causa, a niektórym nawet i Noble.

      Przy okazji wyszło też, co kryje się za formułkami o przyjaznych stosunkach między narodami. Przyjaciele określają się wzajemnie mianem paranoików, wariatów, niedorajd, próżniaków czy tzw. teflonów, po których spływa każda niegodziwość. Rozgraniczanie na prawicę i lewicę nie ma tu większego sensu, z tajnych depesz wynika że wszyscy są jednakowo głupi.

      Nawet na tym ogólnie nieciekawym tle, Polska zaznacza się w sposób oryginalny, o czym dowiadujemy się z depesz dyplomatów.

      Ze słów naszych amerykańskich przyjaciół wynika, że Polska jest śmiesznym grajdołkiem na końcu świata, gdzie na ulicach głównych miast wyją głodne wilki. Polacy to koczownicy pijący samogon i śpiewający przy ognisku katolickie pieśni w swej dziwacznej mowie przypominającej "rzężenie, szum albo świst kul w sześciostrzałówkach". Jedzą "rosyjskie pierogi" i kwaśne ogórki wyławiane rękami z beczki. Wszystkim dookoła powtarzają że Frédéric ChopinNicolaus Copernicus byli Polakami.

      Rząd RP Amerykanie przyrównują do afrykańskich "kacyków", dla niepoznaki wbitych w garnitury. Polacy są według naszych głównych sojuszników "niezbyt rozgarnięci". Wierzą, że "uczepieni amerykańskiego munduru" zaprowadzają światowy porządek i "wszystkim wierzą na słowo". Bez wahania wysyłają na misje swoich żołnierzy, by pilnowali amerykańskich interesów, i - co ciekawe - niczego nie chcą w zamian. "Polacy chętnie giną za nasze interesy", "nie masz frajera nad Polaka", te powiedzenia utarły się w waszyngtońskich kręgach.

      Zdaniem dyplomatów z USA w Polsce dominuje nieuctwo i zabobon, który utrwalają sekciarze i szamani tacy jak Ted Rydzyk (pisownia oryginalna), diaboliczny mnich, który próbuje dowiercić się do piekła. Ted Rydzyk jest "samcem alfa w stadzie baranów" i wkrótce, przy pomocy swojej junty spróbuje sięgnąć po władzę nad republiką. Próbą sił była obserwowana w Waszyngtonie z rozbawieniem "młócka krucyfiksami" (foto).

      Prezydenta Komorowskiego w ujawnionych dokumentach nazywa się "bułą z BigMaca" i "bambaryłą", a Jarosława Kaczyńskiego "oczadziałym stroszkiem". Opinie na temat byłego prezydenta zostały ocenzurowane przez wolną polską prasę - w naszym kraju o zmarłych można mówić albo dobrze, albo wcale.

      Jak widać niektóre określenia pokrywają się z opiniami Polaków. Poza tym nie zmienia się nic, już w czasach komuny mieliśmy "bratnie narody polski i radziecki", a w domach Polacy nazywali Rosjan "kacapami".

      Rewelacje WikiLeaks nie powinny wpłynąć na świetne relacje Polski ze Stanami Zjednoczonymi. Jesteśmy lojalni, jesteśmy wierni, a do wydania na wojnę zawsze znajdzie się jakiś miliardzik.

      Ziewając czekamy na dalsze rewelacje WikiLeaks.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „WikiLeaks: co mówią przecieki o Polsce?”
      Tagi:
      Autor(ka):
      europaprykarz
      Czas publikacji:
      wtorek, 30 listopada 2010 10:46
  • sobota, 27 listopada 2010
    • Europarnik: O Smoleńsku wiemy wszystko

      A to dzięki patriotycznej prasie, która nie ustaje w wysiłkach. Był spisek i zamach. Szczegóły poniżej.

      Nieznane dotąd, sensacyjne zdjęcie przedstawia rosyjskie wojsko przygotowujące się do przeczesywania lasu pod Smoleńskiem tuż przed katastrofą

      Wcześniej kraj obiegły informacje o telefonach do Polski wykonywanych przez ofiary katastrofy już po rozbiciu się samolotu. Zdążyli oni nadać swe dramatyczne S.O.S. zanim... ale po kolei.

      "Rzeczpospolita", której w standardach dziennikarskich nie ustępuje jedynie "Nasz Dziennik", ustaliła, że sfałszowano notatkę w sprawie dobijania rannych po katastrofie. A więc część pasażerów przeżyła i była dobijana na miejscu.

      Ciąg zdarzeń układa się obecnie tak:

      1. Rosjanie uszkodzili urządzenia pokładowe remontowanego samolotu w taki sposób, żeby pokazywały nieprawidłową odległość od ziemi (tylko tego jednego dnia - wszystkie inne lądowania były pomyślne).

      2. Potem dla pewności wpuścili kreta do polskiego rządu, żeby "odpowiednio przygotował" wizytę prezydenta Kaczyńskiego, bohatera w pojedynkę przeciwstawiającego się rosyjskiemu Imperium Zła, dla Kremla wroga nr 1 na świecie.

      3. Potem dla pewności kret przestawił budzik przy łóżku Lecha Kaczyńskiego, przez co prezydent zaspał na samolot i opóźnił wylot.

      4. Potem dla pewności kret podczas lotu dosypywał do herbaty generałom środek pobudzający, przez co musieli zaglądać do kabiny pilotów i cisnąć ich w sprawie lądowania.

      5. Potem dla pewności Ruscy postawili koło lotniska brzozę z betonu, dokładnie na linii lotu koszącego.

      6. Potem dla pewności nadpiłowali skrzydło TU-154.

      7. Potem dla pewności rozpuścili sztuczną mgłę.

      8. Potem dla pewności powykręcali żarówki na lotnisku.

      9. Potem dla pewności upili samogonem kontrolerów w Smoleńsku.

      10. Potem dla pewności wydali polskim pilotom rozkaz: "Widoczność zerowa. Lądujcie".

      Na koniec jednak okazało się że większość pasażerów przeżyła katastrofę. Trzeba było dobić.

      W tej logicznej układance pozostaje jeszcze problem 320 fragmentów ciał 96 osób, które widzieli świadkowie. Możliwe jednak że z wnętrza wraku wydostawały się pojedyncze członki (np. ręce urwane w łokciu) i samotnie próbowały przedzierać się przez las w stronę Polski. Po członkach partii można spodziewać się różnych rzeczy.

      Czekamy na kolejne rewelacje. Nas, Patriotów, niepokoi mniejsza aktywność środowisk prawicowych w sprawie, choć odrzucamy sugestie że ma ona związek z ograniczeniem sprzedaży dopalaczy.

      Foto: Nieznane dotąd, sensacyjne zdjęcie przedstawia rosyjskie wojsko przygotowujące się tuż przed katastrofą do przeczesywania lasu pod Smoleńskiem.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (3) Pokaż komentarze do wpisu „Europarnik: O Smoleńsku wiemy wszystko”
      Tagi:
      Autor(ka):
      europaprykarz
      Czas publikacji:
      sobota, 27 listopada 2010 15:02
  • niedziela, 21 listopada 2010
    • Inwokacja wyborcza

      Oto jest! Nadszedł, długo wyczekiwany. Dzień, w którym jak kraj długi i szeroki zastępy wąsatych krawaciarzy oraz tlenionych posiadaczek garsonki gryzą palce w nerwowym oczekiwaniu.

      Folwark zwierzęcy 2010: wybieraj samorząd!

      Polaku! Czekałeś, czekałeś i doczekałeś się – masz dziś swoje święto demokracji, dzień radości. To dziś właśnie dasz im przyzwolenie: róbcie mnie w balona przez cztery długie lata. Podpis składasz aby widzieli, że obietnicę własną krwią poświadczasz, podpisem tym legitymizujesz przyszłe postępki, głowę chyląc przed mechanizmem demokracji. Albowiem „demokracja to ustrój niedoskonały, ale nikt nie wymyślił lepszego”.

      Wybierasz tych, co przez następne lata będą kręcić lody, robić wały, dbając w pierwszej kolejności o własne sakiewki, w drugiej o interes matki swej, partii, w trzeciej o dobro kościoła naszego katolickiego by mu chleba powszedniego nie zbrakło, a w czwartej może – jak Pan Bóg da – o ciebie, drogi mieszkańcu, żebyś miał powód za cztery lata nowy podpis złożyć.

      Wybierasz ich, albowiem ktoś musi w imię interesu społecznego, Honoru, Ojczyzny i innych szczytnych haseł zamykać Ci szpitale, dzieci Twoje upychać w 50-osobowych klasach szkół-gett, nadstawiać dupy i kieszeni deweloperom i innym „pracodawcom”, przetargi ustawiać pod krewnych i królika znajomych, zatrudnienie w urzędach zwiększać, rozdawać stanowiska „swoim”, wycinać nie „swoich”, wstęgi przecinać, a problemów wszelkich jak ognia unikać. Ktoś musi jeździć w służbowe podróże do Singapuru, korzystać ze służbowych aut, laptopów, komórek, podnosić sobie diety do których dokładasz z własnej kieszonki.

      Wyborco, drogi sercu każdego radnego, prezydenta, burmistrza i wójta! Ty, co mentalność władzy naszej złodziejsko-mafijną znasz jak własną, powstań z legowiska, rusz tyłek od stoła, od schaboszczaka z ogórkiem kiszonym, od telewizora brzęczącego w kącie. Dziarskim krokiem ku lokalowi wyborczemu pomaszeruj, z uśmiechem promiennym przed komisją stań, ważny głos oddaj, by powinnościom swym obywatelskim nie uchybić.

      Hej, kto Polak, na wybory!

       

      Eeee, to ja pisałem?

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      europaprykarz
      Czas publikacji:
      niedziela, 21 listopada 2010 18:06
  • piątek, 19 listopada 2010
    • Wyborcze tango libido

      Wiele wskazuje na to, że wzwód u mężczyzn i mrowienie w łechtaczce u kobiet będą głównymi bohaterami niedzielnych wyborów samorządowych.

      Politycy PSL zachęcają do głosowania na listę nr 2

      Wybory pojutrze. Na finiszu kandydaci stawiają na szybkie podniecenie swoich wyborców i tym sposobem zdobycie ich głosów. Po cholerę pocić się nad programami, ślęczeć nad pomysłami zmian? Psu na budę to potrzebne, skoro i tak każdy idzie do władzy żeby dogodzić sobie, rodzinie i ewentualnie znajomym, o ile byli lojalni.

      Myślenie o programach jest już dziś passe, lepiej stawiać na libido, to bezpieczniejsza lokata. Nikt nie zarzuci kandydatowi niespełnionych obietnic, zdrady ideałów czy współudziału w zamachu smoleńskim.

      Odważną próbę podjęli politycy PSL z terenu. Postanowili zerwać z konserwatywnym wizerunkiem partii chłopskiej i stereotypem rolnika w zabłoconych buciorach czyszczącego chlew z obornika. Ludowcy (foto) zrzucili flanelowe koszule, zzuli gumiaki, pościągali z głów uszanki, odstawili w kąt widły. Odwiedzili zakłady fryzjerskie w miasteczku, powciągali na tyłki lajkry kupione na targowisku i stanęli do zdjęć.

      Efekt – oszałamiający! To już nie "Konopielka" proszę państwa, to prawdziwe salony!

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      europaprykarz
      Czas publikacji:
      piątek, 19 listopada 2010 12:39
  • czwartek, 18 listopada 2010
    • Misja Jedynej Prawdy

      Wyposażeni przez Matkę-Partię w dwie torby pełne prezentów, Anna Fotyga i Antoni Macierewicz wędrują po Ameryce. Co tam robią? Prowadzą subtelną dyplomatyczną grę i szukają sprzymierzeńców dla polskiej racji stanu.

      Dobra mimika i ekspresyjna gestykulacja pomagają polskim ministrom w komunikacji na terenie Stanów Zjednoczonych

      Macierewicz i Fotyga całą środę stali pod budynkiem Kongresu USA. Każdemu wychodzącemu pokazywali zdjęcie rozbitego samolotu i wspólne zdjęcie Tuska z Komorowskim pytając, czy nie sądzi że katastrofa to ich sprawka. W przypadku odpowiedzi pozytywnej rozdawali nagrody przywiezione w dziadówce: ryngrafy z Matką Boską, ogórki kiszone w zasupłanych woreczkach, zawiniętą w „Nasz Dziennik” kiełbasę krakowską oraz kremówki. – Polish, gut! – zachwalał przysmaki minister Macierewicz.

      Pewnym drobnym problemem jest słaba znajomość języka angielskiego u naszych wysłanników. Była minister spraw zagranicznych Fotyga tłumaczy przechodniom zawiłości polskiej racji stanu:

      - We are konservatists, we must give Tusk czarna polewka. Black polevka! And for Komorowski too. He must spierdalać to Ruska Buda, prezes don’t like them.

      Antoni Macierewicz żywo ilustrował słowa koleżanki gestami – dla ukazania grozy katastrofy smoleńskiej podskakiwał, wymachiwał rękami, fiknął nawet koziołka na chodniku. Przy czarnej polewce wskazał na przechodzącego Murzyna i zamarkował jedzenie zupy.

      Przechodnie zatrzymujący się na chwilę nie wszystko rozumieli, ale z uznaniem kręcili głowami, wykazując entuzjazm dla przybyszów z dalekiej Polski. Młody chłopak z deskorolką zagadał do pani minister z typowo amerykańską swobodą:

      - Hey, baby, why you’re so sad? Keep smiling!

      Pani minister jak zawsze wykazała perfekcyjne opanowanie i nie dała się zbić z patriotycznego tropu:

      - We don’t smile, we are konservatists. In Poland is still żałoba, everybody cry, Smoleńsk tragedy, you know. It was zamach, THEY… (tu Fatyga zawiesiła głos, Macierewicz wyciągnął sierp i młot i wytrzeszczając oczy skrzyżował oba narzędzia) THEY KILL THE FLOWER OF POLISH INTELIGENCE !!!

      - Woooooow! – zareagowało zbiegowisko.

      Trudno na razie ocenić jakie będą rezultaty wyprawy Macierewicza i Fotygi za ocean. Po zabiegach dyplomatycznych przed budynkiem Kongresu oboje politycy, nie znający za dobrze realiów, ruszyli pieszo do motelu położonego na peryferiach Waszyngtonu. Dotarli tam późnym wieczorem potwornie znużeni i zasnęli na kanapie nie umywszy nóg, nie zmówiwszy pacierzy…

      W czwartek mają podjąć drugą próbę znalezienia w USA sojuszników dla prezesa Kaczyńskiego. Możliwe, że uda im się wreszcie porozmawiać z kimś decyzyjnym. Na przykład z woźnym lub z dostarczycielem pizzy. Do pizzy np. można doczepić karteczkę z prośbą o wyjście za ogrodzenie i chwilę rozmowy na temat wojny polsko-polskiej.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      europaprykarz
      Czas publikacji:
      czwartek, 18 listopada 2010 09:38