Europarnik

Wpisy

  • wtorek, 31 sierpnia 2010
    • Bohater tamtych dni

      Jarosław Kaczyński wziął udział w obchodach 30. rocznicy podpisania historycznych porozumień. Wróciły wspomnienia tamtych chwil...

      Przypomnijmy młodzieży, bo ma prawo nie pamiętać, że Jarosław Kaczyński był główną postacią wydarzeń sierpniowych. Sławą i wielkością dorównywał mu tylko jego brat, Lech Kaczyński. Obaj bohaterowie - można rzec kolokwialnie - obalili komunę.
      W 1980 r. Jarosław Kaczyński stał na  czele pierwszego niezależnego od władz komunistycznych związku zawodowego - NSZZ "Solidarność". Wkrótce stanął też na czele strajku, który rozpoczęty w Gdańsku, rozlał się po całej Polsce. Symbolicznym początkiem strajku było przeskoczenie przez Jarosława Kaczyńskiego muru Stoczni Gdańskiej.
      Podpis pod Porozumieniami Sierpniowymi złożył Jarosław Kaczyński charakterystycznym dużym długopisem z wizerunkiem papieża (foto).
      Mimo cenzury i propagandy ze strony władz Jarosław Kaczyński był w latach 80. na ustach całej Polski - znienawidzony przez aparatczyków z PZPR (Służba Bezpieczeństwa planowała zamach na Jarosława Kaczyńskiego), noszony na rękach przez robotników ze Stoczni Gdańskiej (foto).
      Za zasługi dla obalenia ustroju komunistycznego Jarosław Kaczyński został w 1983 r. odznaczony Pokojową Nagrodą Nobla - jako pierwszy Polak w historii. W imieniu Jarosława Kaczyńskiego, którego władze nie wypuściły z kraju (także Lech Kaczyński nie mógł pojechać po odbiór), nagrodę odebrał w Oslo młodziutki Zbigniew Ziobro, już wówczas dobrze zapowiadający się członek (foto).
      Wczorajsze uroczystości usiłowały zakłócić elementy chuligańskie, m.in. niejaka Krzywonos która dorwała się do mównicy oraz niejaki Mazowiecki, który usiłował dopchać się do Bohatera Sierpnia z pięściami. Chuliganie ci stoją dziś tam, gdzie kiedyś stało ZOMO.
      Ochrona nie interweniowała na te wybryki, dzięki czemu udałoJarosław Kaczyński wziął udział w obchodach 30. rocznicy podpisania historycznych porozumień z 1980 r. Wróciły wspomnienia tamtych pięknych dni. się zachować podniosły, kulturalny nastrójuroczystoJarosław Kaczyński wziął udział w obchodach 30. rocznicy podpisania historycznych porozumień z 1980 r. Wróciły wspomnienia tamtych pięknych dni.

      Jarosław Kaczyński na rękach robotników Stoczni Gdańskiej

      Przypomnijmy młodzieży, bo ma prawo nie pamiętać, że Jarosław Kaczyński był główną postacią wydarzeń sierpniowych. Znaczeniem i sławą dorównywał mu tylko jego brat, Lech Kaczyński. Obaj bohaterowie - można rzec kolokwialnie - obalili komunę.

      W 1980 r. Jarosław Kaczyński stał na czele pierwszego niezależnego od władz komunistycznych związku zawodowego - NSZZ "Solidarność". Wkrótce stanął też na czele strajku, który rozpoczęty w Gdańsku, rozlał się po całej Polsce. Symbolicznym początkiem strajku było przeskoczenie przez Jarosława Kaczyńskiego muru Stoczni Gdańskiej.

      Podpis pod Porozumieniami Sierpniowymi złożył Jarosław Kaczyński charakterystycznym dużym długopisem z wizerunkiem papieża (foto poniżej).

      Historyczny moment: Jarosław Kaczyński składa podpis pod Porozumieniami Sierpniowymi

      Mimo cenzury i propagandy ze strony władz Jarosław Kaczyński był w latach 80. na ustach całej Polski - znienawidzony przez aparatczyków z PZPR (Służba Bezpieczeństwa planowała zamach na Jarosława Kaczyńskiego), noszony na rękach przez robotników ze Stoczni Gdańskiej (foto na górze).

      Za zasługi dla obalenia ustroju komunistycznego Jarosław Kaczyński został w 1983 r. odznaczony Pokojową Nagrodą Nobla - jako pierwszy Polak w historii. W imieniu Jarosława Kaczyńskiego, którego władze nie wypuściły z kraju (także Lech Kaczyński nie mógł pojechać po odbiór nagrody), medal i dyplom noblowski odebrał w Oslo młodziutki Zbigniew Ziobro, już wówczas dobrze zapowiadający się członek (foto poniżej).

      Młodziutki Zbigniew Ziobro odbiera Nagrodę Nobla za Jarosława Kaczyńskiego

      Na marginesie: Wczorajsze uroczystości usiłowały zakłócić elementy chuligańskie, m.in. niejaka Krzywonos, która dorwała się do mównicy oraz niejaki Mazowiecki, który usiłował dopchać się do Bohatera Sierpnia z pięściami. Chuliganie ci stoją dziś tam, gdzie kiedyś stało ZOMO.

      Ochrona nie interweniowała na te wybryki, dzięki czemu udało się zachować podniosły, kulturalny nastrój uroczystości.

      Za wszystkie zasługi Jarosława Kaczyńskiego dla Narodu, wznieśmy po trzykroć okrzyk pod niebo:

      NIECH ŻYJE! NIECH ŻYJE!! NIECH ŻYJE!!!

  • poniedziałek, 30 sierpnia 2010
    • Jezus Chrystus vs. Patryjoci: konfrontacja pod Pałacem Prezydenckim

      Jak już informowaliśmy, sensację wywołało pojawienie się w piątek pod Pałacem Prezydenckim Jezusa Chrystusa. Dziś przedstawiamy szczegóły zajścia.

      Jak już informowaliśmy, sensację sporego kalibru wywołało pojawienie się w czwartek pod Pałacem Prezydenckim Jezusa Chrystusa. Okazało się, że Jezus Chrystus, który próbował odebrać krzyż Obrońcom Krzyża, trzyma z Platformą, agentami, ZOMO i Ruskimi. Do tego jest Żydem, o czym nie poinformował przedstawiając się, zatajaił również fakt żydowskiego pochodzenia apostołów, z którymi podejmował świadomą współpracę. Jezus Chrystus okazał się zdrajcą i jako taki nie może dłużej figurować na krzyżu u polskich katolików.
      W sobotę potwierdziły to władze Prawa i Sprawiedliwości. - Ten pan nie ma moralnego prawa dalej sprawować swojej funkcji – powiedział Jarosław Kaczyński.
      Szczegóły zajścia z Jezusem Chrystusem wyglądają tak: Jezus Chrystus (2010 l.) pojawił się na Krakowskim Przedmieściu nieoczekiwanie w piątek, około godziny 14:10. Jak mówią świadkowie - dosłownie wyrósł jak spod ziemi. Przekonywał Patryjotów, by oddali mu krzyż, z którym następnie chciał się oddalić. Naród był jednak czujny.
      - Krzyża nie oddamy, idź pan stąd! Ten prezydent to jest kukła, rząd tyż, oni działajo na szkode Narodu, Polskie rozgrabiajo! To jest rząd? Chyba zdrady narodowej! - krzyczała zdrowa tkanka Narodu.
      - O zdradzie prawicie. A czy to nie Ty - Jezus Chrystus próbował przebić się przez tumult atakując personalnie pana Antoniego (71 l.) - żonę zdradzałeś, gdy była w połogu?
      - Telewizję przejmujom. Niedługo zostanie jedna stacja! - pani Halina wygrażała pięściami Jezusowi Chrystusowi. Inni wtórowali: – Naród ogłupić chcom, oszukać całkiem!
      - Przecież nie płacisz abonamentu RTV córko. - Jezus wykonał szeroki gest ręką. - Nikt z was zebranych nie płaci. I za gaz niektórzy nie płacą, liczniki przekręcone w mieszkaniach. Za prąd. Budżet państwa uszczuplacie.
      - Prąd za drogi.
      - A gaz ruski!
      - Kto nami rządzi - ruskie pachołki! – dopadła do Jezusa Chrystusa zdenerwowana pani Leokadia (48 l.), potrząsając go za szaty.
      - W szkole miałaś problemy z mową cerkiewną, córko – odpowiedział jej Jezus Chrystus, próbując uwolnić się z uścisku. – Złorzeczyłaś nauczycielce, bo zwała cię "największym gamoniem jakiego widziała". Czemuż jednak myśli i uczynki twe nie zmierzają w stronę wybaczenia, jak nakazywałem w naukach?
      - Tamto ze szkołą się nie liczy, 40 lat jak do szkoły żem chodziła, a ten mi tu wyciąga!
      - Złodziejstwo jedno - w rządzie, w Platformie! – przypuścił szturm pan Waldemar (56 l), wymachując niewielkim, półmetrowym drewnianym krzyżykiem przygotowanym do wkopania.
      - Czy to nie Ty pobierasz bezprawnie rentę ZUS żyjąc na koszt tego państwa? Czy córka twa pomocy doczekała gdy była głodna? A sąsiadów wspomogłeś gdy nie mieli z czego świąt przygotować? - pytał Jezus Chrystus.
      - Helka to dziwka, łajdaczyła się z alfonsami, a jak się piniondze skończyły to przyszła po prośbie. Ja jej dam piniondze! Kowalskim? Co ja mam im dawać, za co?
      - Opanuj się synu, złe świadectwo dajesz o córce swej, a ona uczciwa. I gdzie miłosierdzie Twe, gdzie najważniejsza z nauk – o przebaczaniu i miłości?
      - My miłosierdzie mamy - dla tych co trzeba!
      - Tak jest. A zdrajców gonić won z Polski…
      - ...i Żydów!
      - Zwyciężym, póki Ociec Rydzyk i Najświętsza Panienka mają nas w opiece! –  tłum był coraz bardziej nerwowy. Jezus Chrystus też.
      - Ten wasz Rydzyk, Boże mój, Boże… - Jezus Chrystus wzniósł ręce ku niebu mamrocząc coś pod nosem, po czym huknął: – Jam jest Syn Izraela, Narodu Wybranego. I Maria, matka moja – Żydówka. Pisma Świętego nie znacie.
      - Maryja zawsze dziewica Żydówką, w imie Ojca i Syna, co ten Belzebub wygaduji?!
      - To Królowa Polski! Była Polką!
      - Kłamie bezczelnie!
      - Łże ruski pies!
      - To parch, widać od razu!
      W tym momencie naprawdę się zagotowało. Była 14:20.
      - Odejdź stąd, nie denerwuj Narodu – rzucił do Jezusa aktor Bulski (34 l.).
      - Zaprawdę, nie minie rok, jak celebrytą się staniesz. Będziesz brylował w TV Trwam i w „Gazecie Polskiej”. – I do zebranych krzyknął: - Jestem Jezus Chrystus, nie poznajecie mnie? Chcę tylko krzyż odzyskać, i pójdę w drogę. Wam on niepotrzebny, w ręce parzyć was będzie.
      - Mów z kim trzymasz, z nami katolikami, czy z nimi - bo jak nie z katolikami, to w  drogę! My tu KRETA Z PLATFORMY nie potrzebujem!
      Jezus Chrystus: – Bez krzyża nie odejdę. Zaprawdę powiadam wam, krzyż jest pamiątką męki mej i świadectwem zbawienia. Ktokolwiek użyć go zechce by bliźniego pognębić, wiecznie potępiony będzie!
      I wtedy zdenerwowany Jezus Chrystus ruszył naprzód, by odebrać krzyż, czym okazał skandaliczny brak kultury. Wykrzykiwał „Dawać! To moje!”.
      Wywiązała się szarpanina, z której zwycięsko wyszli Patryjoci. Przydały się zabrane z domów drewniane krzyżyki. Jezus Chrystus został solidnie obity drewnem i przepędzony z Krakowskiego Przedmieścia. Kwadrans później przedstawiciele Narodu w pośpiechu wydłubywali go z krucyfiksów. Stracił zaufanie.
      Kwestia kto go zastąpi ciągle jest nierozstrzygnięta, pókna krzyżu znajduje się Żaba.
      Jezus Chrystus nie zdołał zabrać krzyża jego Obrońcom

      Wyglądało to tak: Jezus Chrystus pojawił się na Krakowskim Przedmieściu nieoczekiwanie około godziny 14:10. Jak mówią świadkowie - dosłownie wyrósł jak spod ziemi. Przekonywał Patryjotów, by oddali mu krzyż, z którym następnie chciał się oddalić. Naród był jednak czujny.

      - Krzyża nie oddamy, idź pan stąd! A w ogóle to kto pana nasłał? TVN? Platforma? Ten prezydent to jest kukła, Tusk tyż, i Niemiec! Oni działajo na szkodę Narodu, Polskie rozgrabiajo! To jest rząd? Chyba zdrady narodowej! - krzyczała zdrowa tkanka Narodu.

      - O zdradzie prawicie. A czy to nie Ty - Jezus Chrystus próbował przebić się przez tumult atakując personalnie pana Antoniego (71 l.) - żonę zdradzałeś, gdy była w połogu?

      - Telewizję przejmujom. Niedługo zostanie jedna stacja! - pani Leokadia (80 l.) wygrażała pięściami Jezusowi Chrystusowi. Inni wtórowali: – Naród ogłupić chcom, oszukać całkiem!

      - Przecież nie płacisz abonamentu RTV córko. - Jezus Chrystus wykonał szeroki gest ręką. - Nikt z was nie płaci. I za gaz niektórzy nie płacą, liczniki przekręcone w mieszkaniach. Za prąd. Budżet państwa uszczuplacie.

      - Prąd za drogi.

      - A gaz ruski!

      - Kto nami rządzi - ruskie pachołki! – dopadła do Jezusa Chrystusa zdenerwowana pani Halina (48 l.), potrząsając go za szaty.

      - W szkole miałaś problemy z mową cerkiewną, córko – atakował Jezus Chrystus, próbując uwolnić się z chwytu. – Złorzeczyłaś nauczycielce, bo zwała cię "największym gamoniem jakiego widziała". Czemuż jednak myśli i uczynki twe nie zmierzają w stronę wybaczenia, jak nakazywałem w naukach?

      - Tamto ze szkołą nie liczy sie, czterdzieści lat jak do szkoły żem chodziła, a ten mi tu wyciąga!

      - Panie, złodziejstwo jedno, w rządzie, w Platformie! – przypuścił szturm pan Waldemar (56 l.), wymachując niewielkim, półmetrowym drewnianym krzyżykiem przygotowanym do wkopania.

      - Czy to nie Ty pobierasz bezprawnie rentę ZUS żyjąc na koszt tego państwa? Czy córka twa pomocy doczekała gdy była głodna? A sąsiadów wspomogłeś gdy nie mieli z czego świąt przygotować? - pytał zaczepnie Jezus Chrystus.

      - Helka to dziwka, łajdaczyła się z alfonsami, a jak się piniondze skończyły to przyszła po prośbie. Ja jej dam piniondze! Kowalskim? Co ja mam im dawać, za co?

      - Opanuj się synu, złe świadectwo dajesz o córce swej, a ona uczciwa. I gdzie miłosierdzie Twe, gdzie najważniejsza z nauk – o przebaczaniu i miłości?

      - My miłosierdzie mamy - dla tych co trzeba!

      - Tak jest. A zdrajców gonić won z Polski…

      - ...i Żydów!

      - Zwyciężym, Ociec Rydzyk i Najświętsza Panienka mają nas w opiece! –  tłum był coraz bardziej nerwowy. Jezus Chrystus też.

      - Ten wasz Rydzyk... Boże mój, Boże… - Jezus Chrystus wzniósł ręce ku niebu mamrocząc coś pod nosem, po czym huknął: – Jam jest Syn Izraela, Narodu Wybranego. I Maria, z której jestem zrodzon – Żydówka. Pisma Świętego nie znacie.

      - Święta Maryja Żydówką! W imie Ojca i Syna, co ten Belzebub wygadujiii?!

      - To Królowa Polski! Była Polką!

      - Kłamie bezczelnie!

      - Łże ruski pies!

      - To parch, widać od razu!

      Obraza pod adresem Najświętszej Panienki zabolała zgromadzonych, wśród których było wiele osób z Rodziny Radia Maryja. I wtedy naprawdę się zagotowało. Była 14:20.

      - Odejdź stąd, nie denerwuj Narodu – rzekł do Jezusa aktor Mariusz Bulski (34 l.). Grzecznie, jak do człowieka.

      - Zaprawdę, nie minie rok, jak celebrytą się staniesz. Będziesz brylował w TV Trwam i w „Gazecie Polskiej” – dokuczał mu Jezus Chrystus. A do zebranych wrzasnął: - Jestem Chrystus, Zbawiciel wasz, Mesjasz! Nie poznajecie mnie? Przyszedłem ponownie by krzyż odzyskać. Wam on niepotrzebny, w ręce parzyć was będzie niczym smoła rozgrzana.

      - Mów z kim trzymasz diabli synu, z nami katolikami, czy z nimi. Bo jak nie z katolikami, to w  drogę! My tu KRETA Z PLATFORMY nie potrzebujem!

      – Bez krzyża nie odejdę. Zaprawdę powiadam wam, krzyż jest pamiątką męki mej i świadectwem zbawienia. Ktokolwiek użyć go zechce by bliźniego pognębić, wiecznie potępiony będzie!

      I wtedy zdenerwowany Jezus Chrystus ruszył naprzód, by odebrać krzyż, czym okazał skandaliczny brak kultury. Wykrzykiwał „Oddawać! To moje! Wy niegodni!”.

      Wywiązała się szarpanina, z której zwycięsko wyszli Patryjoci. Przydały się zabrane z domów krzyżyki, zaradne kobiety zrobiły uczynek z torebek (foto u góry). Jezus Chrystus został solidnie obity drewnem i przepędzony z Krakowskiego Przedmieścia.

      Kwadrans później przedstawiciele Narodu wydłubywali tego pana z krucyfiksów. Stracił zaufanie Patryjotów - na własne życzenie!

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (6) Pokaż komentarze do wpisu „Jezus Chrystus vs. Patryjoci: konfrontacja pod Pałacem Prezydenckim”
      Tagi:
      Autor(ka):
      europaprykarz
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 30 sierpnia 2010 10:39
  • wtorek, 17 sierpnia 2010
    • Bitwa warszawska

       

      Pod Pałacem Prezydenckim znowu wrze. Przed tablicą upamiętniającą ofiary katastrofy  trwa walka na zapachy
      Tym razem to nie fani Krzysztofa Antkowiaka domagają się powrotu odsuniętego przez Platformę idola. Przy Krakowskim Przedmieściu doszło do starcia dwóch radykalnych grup, które nie znajdą, bo nie mogą znaleźć porozumienia. Jedni obrzucają bowiem tablicę fekaliami, a drudzy oblewają perfumami.
      Opiszmy przebieg zdarzeń. Od rana pod Pałacem było nerwowo, ale zaczęło się o godzinie 14. Wtedy to kręcący się po okolicy, bliżej niezidentyfikowany 70-latek, znienacka cisnął w tablicę słoikiem, do którego wcześniej się wypróżnił. Wywołało to ogromne poruszenie wśród patryjotów, którzy musieli jakoś odpowiedzieć na ten oczywisty afront i zbezczeszczenie.
      Jako pierwsza ruszyła do ataku pani Regina, dysponująca perfumami "Pani Walewska". Jej nieco niezborny rzut był jednak celny, buteleczka rozbiła się w drobny mak i zapachy na chwilę się wyrównały.
      Wrogowie perfum przystąpili do kolejnego ataku. Chwilę potem pod Pałac przybiegło trzech panów ze słoikami napełnionymi uryną i całą niewymowną resztą. Mężczyźni ciskali słoikami jak umówieni - to z lewej, to z prawej strony. Tablica stała się nieczytelna. Potworny smród zapanował Krakowskim Przedmieściem. Nie na długo jednak!
      Perfumowi zwarli szyki i błyskawicznie odpowiedzili. Starsze panie pospiesznie grzebały w torebkach, skąd wyciągały flakoniki perfum "Być może" i ""Kwiaty polskie". Niektóre rzucały nimi w całości o tablicę, inne odkręcały buteleczki i skrapiały wszystko i wszystkich dokoła.
      Panowie mieszkający w okolicy ruszyli do domów, by przetrząsać półki w poszukiwaniu kosmetyków. Wracali objuczeni butelkami wody kolońskiej "Przemysławka" i dezodorantami "Brutal" oraz "Non Odoro". Rozpylano je pod tablicą pamięci ofiar smoleńskiej katastrofy, co tworzyło. Wezwana policja nie panowała nad sytuacją.
      W powietrzu czuć było słodką woń perfum, które wyraźnie wygrywały ze smrodem.
      Z wszystkich stron przybiegali kolejni uczestnicy zajść. Jedni robili kupę na poczekaniu, za rogiem, albo i na oczach zebranych, do słoików i na gazety, i tak wyposażeni pędzili ku tablicy w pośpiechu podciągając spodnie. Drudzy okupowali okoliczne sklepy w poszukiwaniu najtańszych perfum.
      Tłum, podzielony na dwie wyraźne grupy, bombardował tablice, których nie było już widać pod grubą warstwą kału i kosmetyków. Powiewały biało-czerwone flagi. - Jak w Powstaniu! - wykrzyknął ktoś w podnieceniu.
      W chwili publikowania wpisu na Krakowskim Przedmieściu trwała regularna bitwa. Jak się zakończy - jeszcze nie wiadomo. Przejdzie jednak do historii jako Bitwa Warszawska 2010.

      Pod Pałacem Prezydenckim znowu wrze. Przed tablicą upamiętniającą ofiary katastrofy  trwa walka na zapachy.

      Bitwa na zapachy pod Pałacem Prezydenckim

      Tym razem to nie fani Krzysztofa Antkowiaka domagają się powrotu odsuniętego przez Platformę idola. Przy Krakowskim Przedmieściu doszło do starcia dwóch radykalnych grup, które nie znajdą, bo nie mogą znaleźć porozumienia.

      Przebieg zdarzeń pokrótce wygląda tak: ok. godziny 14 kręcący się po okolicy, bliżej niezidentyfikowany 70-latek, znienacka cisnął w tablicę słoikiem, do którego wcześniej się wypróżnił. Wywołało to poruszenie wśród patryjotów, którzy musieli odpowiedzieć na ten oczywisty afront i zbezczeszczenie.

      Pierwsza ruszyła do ataku pani Regina, dysponująca perfumami "Pani Walewska". Jej nieco niezborny rzut był jednak celny. Buteleczka rozbiła się w drobny mak i zapachy na chwilę się wyrównały.

      "Fekaliarze" przystąpili do kolejnego ataku. Pod Pałac przybiegło trzech panów ze słoikami napełnionymi uryną i całą niewymowną resztą. Młodzi mężczyźni ciskali słoikami jak umówieni - to z lewej, to z prawej strony. Po chwili tablica była już nieczytelna i okropny smród zapanował na Krakowskim Przedmieściu. Nie na długo jednak!

      "Perfumowi" zwarli szyki i błyskawicznie odpowiedzili. Starsze panie pospiesznie grzebały w torebkach, skąd wyciągały flakoniki perfum "Być może" i ""Kwiaty polskie". Niektóre rzucały nimi w całości o tablicę, inne odkręcały buteleczki i skrapiały wszystko i wszystkich dokoła.

      Panowie mieszkający w okolicy ruszyli do mieszkań przetrząsać półki w poszukiwaniu kosmetyków. Wracali objuczeni butelkami wody kolońskiej "Przemysławka" i dezodorantami "Brutal" oraz "Non Odoro". Rozpylano je pod tablicą pamięci ofiar smoleńskiej katastrofy.

      W powietrzu czuć było słodką woń perfum, które wyraźnie wygrywały ze smrodem. Słychać było "syczenie" dezodorantów i rosnącą wrzawę podniesionych głosów. Wezwana na miejsce policja tylko przez chwilę panowała nad sytuacją (foto).

      Na miejsce przybiegali kolejni uczestnicy. Jedni robili kupę na poczekaniu, za rogiem, albo i na oczach zebranych, do słoików i na gazety, i tak wyposażeni pędzili ku tablicy w pośpiechu podciągając spodnie. Drudzy - okupowali okoliczne sklepy w poszukiwaniu najtańszych perfum, z którymi wracali pod Pałac.

      Tłum, wyraźnie podzielony na dwie grupy, bombardował tablice, których nie było już widać pod grubą warstwą kału i kosmetyków. Powiewały biało-czerwone flagi. - Jak w Powstaniu! - wykrzyknął ktoś w podnieceniu.

      W chwili publikowania wpisu na Krakowskim Przedmieściu trwała regularna bitwa na zapachy. Jak się zakończy ta szalona konfrontacja - jeszcze nie wiadomo. Przejdzie ona jednak do historii jako Bitwa Warszawska 2010.

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „Bitwa warszawska”
      Tagi:
      Autor(ka):
      europaprykarz
      Czas publikacji:
      wtorek, 17 sierpnia 2010 16:21
  • sobota, 14 sierpnia 2010
    • Naród pyta: gdzie jest Krzyś?

      "Dość kłamstw, dość załganej propagandy, koniec z mydleniem oczu! GDZIE JEST KRZYŚ!?" - pytają pod Pałacem Prezydenckim członkowie fanklubu Krzysztofa Antkowiaka.

      Dawni fani Krzysztofa Antkowiaka nie mogą pogodzić się ze zniknięciem z polskiej sceny muzycznej swego idola. Głośno domagają się powrotu Krzysia.

      Zdaniem członków fanklubu za wyeliminowaniem artysty stoi Platforma Obywatelska i jej czarny pijar. A także osobiście prezydent i premier. - Naród domaga się prawdy - mówią zebrani. - Co się stało z naszym Krzysiem, niech odpowiedzą Tusk z Komorowskim! - wykrzykują wściekli fani.

      Posłuchajmy zresztą sami, oto fragment akcji protestacyjnej:

      Platformo! To nie przelewki! Albo przywrócisz Narodowi Krzysia z właściwymi honorami, albo... no cóż, sytuacja może wymknąć się spod kontroli. Na najbliższe dni przewidziane są przy Krakowskim Przedmieściu kolejne protesty.

      Obrońcy Krzysia nie odpuszczą!

      Na koniec przypominamy pamiętny występ Krzysia Antkowiaka z Festiwalu Opole '88. Wszyscy zebrani pod pałacem doskonale pamiętają ten występ. Artysta zaśpiewał wówczas swój największy hit, piosenkę "Zakazany owoc" ("marzeń ciemnych tabu"). Jest to obecnie hymn fanów.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (3) Pokaż komentarze do wpisu „Naród pyta: gdzie jest Krzyś?”
      Tagi:
      Autor(ka):
      europaprykarz
      Czas publikacji:
      sobota, 14 sierpnia 2010 08:12